W pracy terapeutycznej spotykam co najmniej dwa głosy pacjentów w kontekście potrzeby odkupienia swojej winy. Zadośćuczynienie jest zachowaniem o silnym wydźwięku rehabilitacyjnym, nierzadko pomaga odczuć po raz pierwszy pozytywne emocje w chwili kryzysu, choć najczęściej wiąże się z potrzebą przebaczenia po drugiej stronie. Na owo przebaczenie nie mamy jednak wpływu i to jest najczęstszy kłopot z jakim w poczuciu winy można przyjść do gabinetu.
Wina to jedna strona medalu, w wielu sytuacjach jest obiektywna, w innych zaś nosi znamiona umartwiania. Drugi kłopot, z jakim zmagają się pacjenci to potrzeba karania siebie, która znacząco zmniejsza możliwości dotychczasowego życia.
Spowodowałam wypadek, czy to oznacza, że zasługuję na potępienie. Nie powinnam wychodzić z domu, nie spotykać się z przyjaciółmi, nie zadbać o siebie, nie przyjąć prezentu?
Kluczowe jest tutaj pytanie o źródło kryteriów oceny swojego zachowania. Czy żyję tak, jak mówi mi sumienie, emocje? Czy tak, jak podpowiadają inne ważne dla mnie osoby? Czy może tak, jak WYDAJE mi się, że ludzie by oczekiwali?
Niezależnie od własnego systemu sterowności (LOC) warto pamiętać o tym, co nam służy, co robimy z troski i miłości do siebie, co jest czułym zaopiekowaniem względem siebie.
Czy czasem potrzeba karania siebie nie jest rozszerzaniem fali cierpienia i bólu? Czy nie jest wyimaginowaną potrzebą równowagi/sprawiedliwości? Ktoś doświadcza bólu to i mnie musi mi być źle? A może jest uniknięciem antycypowanej negatywnej oceny otoczenia?
Jak dotąd nie zdarzyło mi się, żeby usłyszeć od pacjentów, że uciekając od własnego lęku rzeczywiście on się zmniejsza. Że dbanie o to, aby wszyscy byli zadowoleni, to zadowolenie gwarantowało i jeszcze wnosiło do życia wiele lekkości i miłości.
Zauważ, że u podstaw karania siebie leży głęboki lęk, a nie wyższe ideały. Zdejmij maskę swoich powinności, norm, oczekiwań i nakazów, a spójrz na serce i czyste uczucia, które tam się skrywają, ogromny smutek na krzywdę drugiej osoby. Pozostań na początek w tym smutku, doświadcz go, przeżyj, nie unikaj.
Praca w gabinecie to najczęściej spotkanie z sobą, autentycznym, prawdziwym, ze swoimi odczuciami i pragnieniami. A dopiero potem spojrzenie na to, w jaki sposób nasze poczucia powinności (superego) odbierają kontakt z ja.
