Ile razy słyszeliśmy, o ile nie mówiliśmy:
„no nic się nie stało, nie płacz, nie boli”?
„dawaj, wstawaj, nie można tak ryczeć”?

Ile razy nie chcieliśmy przytulić dziecka, które krzyczy, bo ukochanemu misiowi spadła czapka i nie potrafi jej założyć?

Wyobraź (a może przypomnij) sobie dzień, który wyglądał tak: właśnie wróciłś z pracy, stojąc 30 minut w korku z niedziałającą klimatyzacją, w pracy jak zwykle sprawy na wczoraj i nie było kiedy pójść do toalety, w domu jeszcze musisz zrobić obiad, zakupy, rozwiesić pranie, które mokre kisi się w pralce, wyprowadzić psa, pójść do lekarza, umówić wizytę u mechanika, znaleźć dokumenty do przeglądu, dokończyć raport do pracy, zadzwonić do brata z życzeniami. A teraz jeszcze dziecko płacze, bo jest zmęczone, głodne, źle się czuje, do tego się nie wyspało. Siadasz, przytulasz, tłumaczysz i już chcesz iść do swoich spraw. Nawet się udaje, a wtedy spada łyżeczka dziecku, które na szybko je jogurt i krzyk od nowa. Podchodzisz do dziecka, przytulasz, ośmielasz, aby miało siły zadbać o swój dobrostan. Znowu się udaje, wracasz do swoich zadań, a wtedy misiowi, który nie schodzi z kolan dziecka odpada czapeczka, którą trzeba przyszyć i znów krzyk i płacz. Masz dość. Wiesz, że zajęcie się misiem nie przyspieszy obiadu, a choroba wymaga pójścia do lekarza i zjedzenia posiłku, aby poczuć się lepiej. A gdzie w ogóle Twój odpoczynek, reset, czas dla siebie z kawą? I w takim rozdarciu, jakie decyzje podejmujesz? Próbujesz zagęścić czas i robić kilka rzeczy na raz? Czy może zostawiasz wszystko i tulisz krzyczące dziecko? … Inna sytuacja… wieczorem dziecko chce spać z Tobą w łóżku, chce zasypiać wtulone, bawiąc się zabawkami chce siedzieć na kolanach. Zdarza Ci się myśleć: „nie noś, bo się przyzwyczai”, „jak będzie tak ciągle ze mną, to wyrośnie taki ”, „powinien/na być trochę bardziej samodzielna/y, odważna/y”? … Do wszystkich rodziców. Dziecko uczy się samodzielności, odwagi i zaufania do siebie w relacji z rodzicami. To rodzic pokazuje, że jest ważne, potrzebne, najważniejsze i cokolwiek by się nie działo to warto zaufać sobie, swoim emocjom, temu co czuje serce. Że nawet rodzic, który jest taki poważny, duży i zajęty może uprawomocnić małe dziecko na tyle, aby ono się czuło jeszcze ważniejsze. To mit, że pozostawiając dziecko samo, ono się hartuje, że odsuwając je uczy się samodzielności. W rzeczywistości to oczywisty przejaw zaniedbania emocjonalnego, a zaniedbanie jest formą przemocy. Jeśli, jako dziecko zawsze dawałś sobie radę, byłś silna/y, samodzielna i zorganizowana to gratuluję, świetnie sprostałś oczekiwaniom rodziców. Druga strona medalu jest taka, że prawdopodobnie są też te emocje, pragnienia, tęsknoty, które nie zostały zaopiekowane, utulone, na które nie było przestrzeni.

W gabinecie spotykam takich dorosłych. Czasem wystarczy jedno wydarzenie, kryzys, trudność, żeby cały ten doskonały świat runął. Zamiast zaufania, ochrony i troski, krzywdzimy samych siebie, jesteśmy brutalni, odwracamy się od swoich potrzeb i spełniamy oczekiwania innych.

Wielu pacjentów doświadcza fuzji złości i lęku. Są słabi, bezradni, w trudnych chwilach załamują się, tracą wiarę, że coś się może zmienić, obawiają się o swoją przyszłość, co teraz będzie. W skrajnym przypadku, nierzadko, fizycznie doświadczają napięcia, lęku.

Odkrycie, że ten lęk bierze się z braku zaufania do siebie, swoich pragnień, emocji jest silnym przeżyciem. A zrozumienie – że skoro kiedyś najważniejsze dla Ciebie osoby, postawiły na coś innego niż Ty, to nie miał_ś możliwości poczuć się ważna/y – jest uwalniające.

Teraz, jako dorosły masz wpływ na swoje emocje, schematy działania i przekonania. Możesz iść drogą sabotowania siebie, patrzenia na siebie zaniedbującymi oczami rodzica, albo dać sobie prawo do wysłuchania pragnień i aktywnego zadbania o ich realizację zamiast czekać, aż ktoś wyjdzie im naprzeciw.

Dodaj komentarz